Recenzje

MetalRuleZ
"Crucified Again"
http://wd50.internetdsl.tpnet.pl/~grzegorz/recenzje/recbloodfeast_ca.html

Opolski zespół to dwóch panów, z czego jeden zajmuje się wokalami i tekstami, a drugi całą resztą (czyli instrumentami, programowaniem perkusji, pisaniem muzyki). Ten kolektyw gra bardzo specyficzny Death Metal. Promo powstałe w 2001 jest pierwszym wydawnictwem Bloodfeast.
Muzyka zawarta na "Crucified Again" to pięć kawałków szybkiego Death Metalu z lekkimi naleciałościami Black Metalu. Ma on charakterystyczny klimat, bardzo dziwny, spowodowany brzmieniem poszczególnych instrumentów i wokalu. Muzyka nie jest zbyt brutalna, niezbyt połamana, choć wiele uświadczymy podczas tych prawie 20 minut zwolnień, przyspieszeń i dziwnych riffów. Tak więc dużo się dzieje. Już podczas pierwszego przesłuchania rzuca się w uszy perkusja, w zasadzie automat. Pawłowi Wołczykowi udało się jednak to wszystko tak poustawiać, iż nie jest to tylko napierdalanie stopek, ale też jakieś przejścia i inne efekty. Jest on też twórcą partii gitar i basu. Stworzył on bardzo ciekawe, ostre riffy; często brzmienie gitar to kilka wyraźnych ścieżek. Godne polecenia są też solówki, szczególnie ta z "Breathing The Dead Air". Bas przez cały czas jest wyraźny i ciekawy. Bardzo interesujące są też wokale Damiana Nowackiego. Czasami jest to skrzek, czasami niski growl, jaki znamy np. z Nile, lub też deklamacje grobowym głosem. Dźwięki jakie z siebie wydaje dobywają się jakby z oddali albo jakieś głębi. Dużym plusem tego materiału jest użycie sampli, które dodają klimatu, ale nie dominują nad muzyką. Promo zostało wydane z bardzo ładną okładką przedstawiającą ukrzyżowany szkielet pewnego pana, który kiedy żył nosił brodę. Całą artwork został wykonany przez Niebieskiego, o którym pewnie niektórzy słyszeli.
Moim zdaniem Bloodfeast jest jednym z bardziej utalentowanych zespołów polskiego podziemia ze względu na swoją oryginalność. Myślę, że jeśli poszerzyliby skład, grali koncerty to wkrótce powinni osiągnąć większą popularność w undergroundzie.

Metanol - ocena: 7/10

MetalRuleZ
"Promo '02"
http://wd50.internetdsl.tpnet.pl/~grzegorz/recenzje/recbloodfeast_promo02.html

Promo '02 jest kolejnym materiałem Bloodfest. Zawiera ono niestety tylko trzy utwory i trwa niecałe 12 minut. Jednak podczas tych paru chwil dwóch panów raczy nas doskonałym Death Metalem.
Drugie wydawnictwo Opolan wita nas bardzo ciekawym intrem, z którego możemy poznać ich zainteresowania. Intro przechodzi w szybki, pierwszy utwór. W porównaniu z "Crucified Again" muzyka troszkę się zmieniła. Zyskała ona na brutalności, jest bardziej urozmaicona, bardziej połamana i trudniejsza w odbiorze. Mniej jest solówek, mniej melodii. Promo jest mniej wciągające, chwytliwe. Pozostały bardzo charakterystyczne riffy. Po raz kolejny wykorzystano sample i automat perkusyjny. Czyli kolejna samodzielna produkcja Pawła Wołczyńskiego, który znowu zdołał uniknąć efektu jakby muzyka była w całości skomputeryzowana. Dodam, że muzykę Pawła Wołczyka i Damiana Nowackiego najlepiej słychać w nocy, wtedy nabiera trochę innego wymiaru.
Bardzo dobrze została wykonana wkładka, na której możemy przeczytać, krótka historię Bloodfeast. Dowiadujemy się z niej, że panowie prowadzą rozmowy z potencjalnym wydawcą, a to Promo to zapowiedź pełnego albumu. Czekam z niecierpliwością!

PS. Ciekawi mnie jakby brzmiała muzyka tego zespołu nagrana w studiu.

Metanol - ocena: 7/10

SATANAHIA i MULTUM IN PARVO
"Promo '02"
www.satanahia.black.art.pl - www.mip.av.pl

Jak tylko się dowiedziałem, że Bloodfeast nagrało nowe promo pikawa zaczęła mi szaleć w klacie, mało żeber nie połamała, poprzednie "wydawnictwo" rozwaliło mnie a że jestem masochista liczyłem na to, ze nowe też porządnie przetrzepie mi, co nieco i nie zawiodłem się. Zespół odstąpił od wykorzystywania elementów black metalu i skupił się na death metalowej masakrze, chociaż jeszcze odrobinkę tego pierwszego można wyczuć na "Promo'02". Żeby tylko nikt nie pomyślał, że wszedłem z zespołem w jakieś zażyłe stosunki, że ich tak wychwalam, po prostu ta muzyka zrywa skalp, rozłupuje czachę, chwyta mózg i pizd nim o podłogę, totalny dźwiękowy armageddon, ragnarok czy mówiąc po polsku koniec świata. Kawałki aż wrą od agresji, gniewu, wściekłości, są cholernie ciężkie i brutalne, a zarazem inteligentne, to nie prymitywna łupanka, aby szybciej, aby bardziej chaotycznie, ekstrema w wykonaniu Bloodfeast uderza z morderczą perfekcją. Jakże cudnie ta muzyka niszczy narządy słuchu, zabija szare komórki i zatruwa krew. Aż chciałoby się znaleźć jakiś szczególik, choćby najmniejszy żeby móc go skrytykować, ale dupa blada, nic takiego tutaj nie ma. Burza, jaką wywołuje Bloodfeast rośnie z każdą sekundą trwania "Promo'02", szaleje coraz mocniej, ciskając piorunami na lewo i prawo, zmiatając z powierzchni ziemi szalonym wiatrem, siekąc ostro deszczem... Czyż to nie słodkie? Czyż nie piękne? Szkoda tylko, że ta muzyczna zagład trwa tak krótko, ale ma to być zapowiedź pełnowymiarowego krążka wydanego dla jakiejś wytwórni, już się nie mogę doczekać tego materiału, oj będzie się działo, będzie...

Tymothy

METAL.PL
"Promo '02"
www.metal.pl

Już przy pierwszym kontakcie z ostatnim demem Bloodfeast zacząłem wątpić w to, czy to aby na pewno jest demo. "Promo '02" jest po prostu za dobre! Grupa ta nie jest tworzona przez żadne wielkie gwiazdy, nie potrzeba jej żadnych dodatkowych naciąganych reklam - jej muzyka mówi sama za siebie. Bloodfeast gra death metal z nieznacznymi wpływami blacku. Wszystkie instrumenty (obsługiwane zresztą przez jednego człowieka) brzmią zadziwiająco dobrze. Nie chodzi mi tu tylko o produkcję, swoją drogą wykraczającą ponad normy dem, ale o to, co te instrumenty grają. Mamy tu brutalne, miażdżące brzmienie gitar, które zdecydowanie odbiega od jakichkolwiek przetartych norm, jest bogate w różnego rodzaju udziwnienia, pochody i wstawki. Nie wiem, czy perkusja jest automatem, czy nie, tak czy inaczej również ona brzmi i pracuje bardzo dobrze. Na takie tło nałożony jest brutalny lub blackowy wokal, który może z nóg nie zwala - i jest nieco za cichy - ale wypada bardzo dobrze. Warto zwrócić uwagę także na stronę liryczną "Promo '02", która również do przeciętnych nie należy.

Reasumując, ciężko tej płycie cokolwiek zarzucić. Poziom wykonania jest zaskakująco dobry, nowatorski i oryginalny, brzmienie (nie licząc nieco za cichego wokalu) jest równie dobre. Z niecierpliwością czekam na długogrający album Bloodfeast, na który chyba nadszedł najwyższy czas. Mam tylko nadzieję, że taka muzyka nie zginie gdzieś z powodu nieudolności wydawców, bo byłaby to niepowetowana strata. Polecam!!!

Thaumiel

METAL HEART
"Promo '02"
www.metalheart.art.pl

Bloodfeast to duet "uprawiający" dość brutalną odmianę death / black metalu z wskazaniem na ten pierwszy. Rolę instrumentalisty przejął tutaj w całości Paweł Wołczyk, zaś wokalami zajął się Damian Nowacki. Ci dwaj panowie mieli okazję zdobyć wcześniej doświadczenie grając wspólnie w Deep Sorrow, który jednak nieco różnił się rodzajem wykonywanej muzyki od obecnego wcielenia. Po przesłuchaniu materiału, muszę przyznać, że Bloodfeast rozpętał małe piekiełko w moich głośnikach. Małe... bo tylko 3 kawałki... Utwory są niezłe kompozycyjnie, nie ma tu może kto wie jakich aranżacji instrumentalnych, ale jest za to siara, płacz, biczowanie i strzały z pistoletu... Wokale są zarówno blackowe jak i deathowe(growle) - często się dublują - tworząc całkiem ciekawy efekt. Ile razy można słuchać w kółko tego promo?... Dopóki nie dostanę w łapy pełnego albumu! Dobra robota.

Leszek

INDEPENDENT.PL
"Promo '02"
www.independent.pl

Oglądam sobie właśnie program "997" (swoją drogą, rekonstrukcje przestępstw są tam genialnie w swej sztuczności zrealizowane) i recenzuję drugi materiał Bloodfeast. Pierwszego kontaktu z tymi nagraniami najlepiej nie wspominam; prawie przysnąłem, ale miałem za sobą ciężki dzień. Ponadto nie polecam odsłuchiwania tych numerów na słuchawkach. Później było jednak już znacznie lepiej.

"Promo '02" - w porównaniu do debiutanckiego demo "Crucified Again" - rewolucyjnych zmian nie przynosi. Właściwie nie przynosi żadnych zmian, czemu nie należy się jednak dziwić, bo, po pierwsze, obie sesje nagraniowe dzieliło zaledwie kilka miesięcy, a po drugie - i ważniejsze - zachowano najlepsze cechy debiutu: nieposkromioną energię i melodykę, dzięki której nagrania nie sprawiają wrażenie monotonnych. Prawdopodobnie ma na to również wpływ czas trwania "Promo '02", na który składają się zaledwie trzy kompozycje.

W ogóle melodyka owa, o czym w recenzji "Crucified Again" chyba nie wspomniałem, wyjątkowo mi się podoba. Całość wtłoczono w interesujące, acz nie przekombinowane aranże; materiał nie jest wprawdzie nazbyt techniczny, ale zmian tempa i rytmu nie brakuje. Nie chcę jednak, aby powstało mylne wrażenie "Promo '02" jako wydawnictwa łagodnego - to niezmiennie bardzo agresywna młócka wyłącznie dla fanów najbrutalniejszych odmian metalu. No i, koniec końców, jawi nam się Bloodfeast jako jedno z fajniejszych ogniw polskiej sceny metalowego podziemia. Wiem, ostatnimi czasy większość ludzi pisze o nich w takim tonie, ale cóż mam uczynić, skoro mnie się podoba?

Krzywy

Born to Die zine
"Crucified Again"
womparczew.pl/btd/demo.html

Wiem, że czasami powtarzanie tych samych słów, staje się nudne dla ich autora, jak i dla czytelnika. Ale cóż począć, kiedy w częstych przypadkach, człowiek nie może się wręcz bez nich obyć?! Ja w tym momencie nie znajduję innego wersu tekstu, który w dobitny i stosunkowo krótki sposób opisałby wartość twórczości BLOODFEAST, jak "jeszcze jedna kapela z naszych ziem piastowskich, po działalności, której w przyszłości możemy wiele oczekiwać". I choć szyld ekipy jest zupełnie nowy, to sami tworzący do zupełnych amatorów nie należą. Mimo, iż w przeszłości parali się oni bardziej wysublimowanymi dźwiękami, w bardziej klimatycznej tonacji, to z wiekiem nadszedł czas rozgrzeszenia względem skalanej duszy, skutkiem czego dane nam dzisiaj posłuchać muzy palącej jak piekielna oliwa. Black death!!!!! To skrótowy synonim gatunku, w rejonach którego skupiają się ich mroczne umysły. Bluźnierstwo, jad, brutalny "łomot", i agresja opętanego schizofrenika, której z każdą sekundą słuchanego materiału jakby przybywa, ale jednocześnie, w słuchaczu powstaje łaknienie czary goryczy. Nie jest to typowa horda antychrystów, ale zapewniam, że mroku nie zabraknie nikomu. Na promo znalazło się również miejsce dla uniosłego klimatu, owianego nicią patosu. Klimat - w ich przypadku, a właściwie w przypadku konfrontacji z muzyką BLOODFEAST, intensywne rzyganie od słodkich melodyjek wam nie grozi. Bardzo dobre pomysły, a dzięki odpowiednim umiejętnościom - właściwie jednego człowieka - można je było sprawnie przelać na metalową nutę. Trochę przeszkadza brzmienie gitar, ale to myślę, jest rzecz do nadrobienia na następnym materiale. Brzmienie całości nie należy do najbardziej spierdolonych, więc rozpisywać się nad nim szerzej nie będę. Co by nie mówić, ten promos jest to dość wysoko podniesiona przysłowiowa poprzeczka, którą przydałoby się przeskoczyć, aby wyznaczyć sobie kolejne cele do osiągnięcia.

METAL CENTRE
"Promo '02"
www.metalcentre.com

Ciężka muza... ciężka... Interesująca dla mnie przede wszystkim z tego względu, gdyż podobno zrealizowana niemal w całości w domu, a ma takie jebnięcie w czaszkę, że... hm, hm... Styl muzyczny porównałbym do mieszanki death i black metalu, ale w takich grindowych tempach. W porównaniu do wcześniejszego materiału pt. „Crucified Again”, chyba ma lepsze przenoszenie dołu. A więc krok do przodu na pewno. Zagadkę stanowi dla mnie to, w jaki sposób muzycy, w liczbie dwóch, poradzili sobie z realizacją całości materiału. Wiadomo, że nikt nie jest aż takim mocarzem, żeby znać się na wszystkim. I gdzieś tu na pewno krąży komputer, ale oprócz oczywistych patchy i sampelków, w strefie dotyczącej grania na garach, basie i wiosłach, zagadka jest nierozwiązalna jak dla mnie. Chyba przez kurtuazję czystą muzycy na okładce promo zapytują o opinie, gdyż oczywisty jest fakt, że całość jest perfekcyjnie zrealizowana... niemal. Jedyne coś, co mnie trochę dziwi, to taka dziwna dla mnie rzecz. Nie mówię, że to źle, tylko że to mnie dziwi. Wyraźnie słyszę werbel w jednym kanale. Ale za to miejscami gdzie jest podwójna stopa, czy jak tam na to się mówi, to mam wrażenie, że ten werbel jest niesłyszalny. Czyżby to był ślad na użycie automatu perkusyjnego? Czyżby roztargnienie, czy też tak miało być? No nie wiem. Na pewno jest to sensownie brzmiący automat. O ile to jest automat, bo w końcu nie wiem.

Pierwszy numer mam już obsłuchany na maksa. Można tu znaleźć nawet patenty kojarzące mi się z Dimmu Borgir, i Sadus. Sieczka, buldożer... Ciekawy materiał na pewno i wspierający muzyków skłóconych ze swoją kapelą i niezdecydowanych w podjęciu decyzji, czy pizgnąć to towarzystwo do klopa i sensownie wyżyć się przy wsparciu komputerów. Wiadomo, że komp nie spóźnia się na próby, nie przyśpiesza, bo śpieszy się na randkę itp., nie ponoszą go nerwy, nie obrazi się, jak się go obrzuci mięsem... Tak więc jest możliwe stworzyć dobry materiał. Można nagrać to dobrze i ciekawie. Potwierdzeniu czego służy niniejsze demo. Jedyny mankament, jaki widzę, to, jak to teraz odegrać na żywo? Z półplaybecku? No bo jak inaczej? Chyba że ten materiał ma na celu kreację studyjną, a nie sceniczną... Hmm... O tyle właśnie szkoda, że tylko sceniczną. I w sumie, to szkoda, że tylko trzy numery.

Emanuel

METAL CENTRE
"
Crucified Again"
www.metalcentre.com

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to niesamowicie wciągająca okładka. Hm... chyba jest to rzadkość obecnie, że muzycy tworzący projekt muzyczny przykładają aż taką uwagę do covera swojego materiału.

Następna rzecz, to dwa różne brzmienia na tym krążku. Numery 1-3, mają inne ustawienia gitar niż te 4-5. Te dwa ostatnie mają bardziej surowszą temperaturę, i bardziej brzmią, hm, garażowo. To jest taki tępy, piaszczysty i sfuzzowany przester, natomiast później (czyli na płytce przedstawione jest to wcześniej :) ustawiono owe brzmienie trochę bardziej treblowo. Niemal thrashowo. I faktycznie ma to sens. Posłuchajcie np. ciekawego solo w numerze „Controlled” od mniej więcej 3:06. Co słychać? Otóż prawie nie słychać tego solo, bo nałożona niska barwa prawie zupełnie je wyparła... Pewnym trickiem podobno jest przestawienie fazy dźwięku, no ale być może muzycy to próbowali i nie zadziałało. Szkoda mi tego sola, bo jest bardzo w tym miejscu na miejscu. Taka trochę szkoła Hazaela, jak ktoś pamięta jeszcze takich dziadków. Daje odpocząć chwilę i złapać oddech, o ile to możliwe przy tak agresywnej muzie... No i poza tym, poza nakładaniem barw, tak przede wszystkim można było je puścić głośniej z jakimś odbiciem na ˝ taktu, chyba by się nie pokrzaczyło, ale musiałbym sobie to dokładnie przesłuchać... No ale to o czym piszę, jest bardzo oczywiste i być może właśnie tego muzycy chcieli uniknąć... Być może jest tam jakaś zwałka? Może... Ale to, co słychać, brzmi czysto...

W sumie to szkoda, że muzycy nie zdecydowali się najpierw dać tych dwóch starszych numerów, a potem tych nowszych. Ale rozumiem, że na pierwszy ogień poszły te, które uznali za bardziej dopracowane. Właśnie. Muszę tu zastrzec się, że nie wnikam w to, czy to są dobre kompozycje, bo z tym nie dyskutuję. Chodzi o samą fascynującą przygodę, kiedy siedzi się w swoim domu, i rejestruje się jakieś pomysły, a potem je skręca na (zapewne komputerowym) mikserze. Zazdroszczę muzykom tego, że potrafią stworzyć coś ciekawego...

No ale wracając do myśli. Ja żałuję dlatego, że łatwiej byłoby docenić wtedy, o ile muzycy poszli do przodu, na świeże ucho... Myślę, że wówczas ten kontrast byłby bardziej słyszalny, no ale muzykom zapewne właśnie o to nie chodziło, jak się domyślam.
I bardzo podobają mi się alikwoty w „Nightly Call”. Zajebisty pomysł, cholernie ubarwił ten numer. Proste, a zajebiście ważne dla całości numeru.

Emanuel

Born to Die zine
"Promo '02"
womparczew.pl/btd/demo.html


Nie minął nawet rok od pierwszego promo BLOODFEAST, a tu zespół serwuje nam kolejną, drugą swoją odsłonę. Oczekiwań było wiele, i przyznać muszę, że przynajmniej ja, do wielkiego zawodu nie mam powodu. No, może ta mała liczba zawartego na tym promosie materiału, bo są to tylko trzy utwory. Niby lepsze to, niż nic! W przeciągu trwania "Dreaming In Red", "You Should Know How To Suffer" oraz "The Halter", widać wyraźnie, że zespół dokonał progresu, ciągle pozostając wiernym swoim pierwotnym założeniom. Styl ten sam, ale jakby bardziej morderczy, wręcz mocniej "śmiertelny". Same aranże, stały się bardziej barwne, to znaczy bardziej urozmaicone, ciekawsze, w większym stopniu złożone, aniżeli przy poprzednim wydawnictwie zespołu. Więcej tu zmian tempa, więcej zakrętów, i mniej ogłady, co powoduje, że materiał miejscami staje się bardziej wulgarny oczywiście w pozytywnym dla nas maniaków znaczeniu. Zmian dokonano również w samym nagraniu, bo brzmienie jest według mnie lepsze. Gitary, do których miałem jakiś uwagi w poprzedniej recenzji, dziś brzmią tak jak powinny. Słychać wyraźnie dwie barwy, na czym tylko zyskuje całość. Zresztą gitary, to nie jedyny instrument, w którym słyszalne są zmiany, i cyrkulacja siły. Gary, wokal i bass - to naprawdę zgrana maszyna. BLOODFEAST rośnie w siłę i nabiera mocy jak wino w wiekiem. Cóż, oczekujmy, zatem więcej!!!

Promo '02
www.rock-n-roll.prv.pl

Jeśli wierząc krótkiej historii zespołu umieszczonej w jak zwykle dopieszczonej wkładce, owa promówka jest zapowiedzią dużej płyty. I jeśli tak będzie wyglądał pierwszy album Bloodfeast z prawdziwego zdarzenia, to możemy mówić o pojawieniu się na scenie black/death zjawiska niezwykle ciekawego i obiecującego, które ma pełne prawo do wyjścia ze swoją muzyką poza granice naszego disco i gej-hopem płynącego kraju. Już "Crucified Again" pokazywało klasę Opolan, "Promo '02" jedynie to potwierdza. Bloodfeast to przede wszystkim brudne aranże skomasowanych gitar, wściekły growling, odrobina melodii, ciekawe aranże (vide otwarcie pierwszego utworu), ale nade wszystko moc i agresja (ponownie kłania się Beherit ;). Głupio mi po raz kolejny wychwalać Niebiskiego za oprawę graficzną płyty, ale "niestety" muszę to zrobić! Wystarczy spojrzeć na okładkę, aby wiedzieć czym uderzy w nas Bloodfeast.

Krótka ta recenzja, co? Ale chyba nie wymagacie ode mnie żebym spuszczał się nie wiadomo ile nad niespełna jedenaście minut niezwykle obiecującego materiału. Ja mogę jedynie gorąco polecić materiał Bloodfeast i zaprosić Was na ich stronę internetową: www.pandemonium.eu.org/bloodfeast ! Polecam!!!

"Crucified Again"
www.rock-n-roll.prv.pl

Pewnego pięknego (???) zimowego dnia ze skrzynki wyciągnąłem niewielką paczuszkę, która zawierała dwie płytki, które stały się dla mnie szokiem jak najbardziej pozytywnym. (Podobno recenzenci lubują się w pedalskich wstępach - dlaczego więc mój reck ma zaczynać się inaczej? Dążymy do profesjonalizmu!). To co zrobił ze mną Bloodfeast, a raczej dwóch Opolan wchodzących w jego skład, zmieszało mnie z błotem. Nisko osadzone, brudne, rozpędzone gitary, jadowity growling, tak właśnie prezentuje się nadzieja polskiego piekielnego metalu. Ciężko opisać muzykę Bloodfeast słowami - trzeba jej zdecydowanie posłuchać, aby przekonać się jaka siła i potencjał drzemie w polskim podziemiu.

"Crucified..." przypomina dzieła niedocenianego Beherit... Ten sam brud, ta sama energia, to samo bluźnierstwo. Poza tym, zespół doskonale wie jak należy "opakować" swoją muzykę. Płyta opatrzona jest wyśmienitą grafiką Niebieskiego - byłem naprawdę szczerze zaskoczony, gdyż niewiele płyt, a tym bardzie MCD czy demówek/promówek przychodzi do mnie w takiej oprawie. Duże brawa dla Bloodfeast... Za muzykę i podejście do fanów! Mam nadzieję, że skład rozszerzy się o stałych muzyków i będziemy mogli obejrzeć Was na żywca! Jeszcze raz duże brawa!

MASTERFUL
"Promo '02"
www.masterful.art.pl

Nie tak dawno, bodajże w okolicach września zeszłego roku, ci co śledzą czujnym okiem przybywające na łamy Masterfula artykuły, pamiętają pewnie wywiad z opolskim Bloodfeast, w którym to Paweł (fizycznie i psychicznie autor muzyki, mózg zespołu) zapowiedział "Promo '02" jako drugie uderzenie zespołu. Słowo się rzekło, jest nowe, trzy utworowe promo Bloodfeast. Będąc mile zaskoczonym poprzednim, pierwszym materiałem "Crucified Again", szczerze powiedziawszy spodziewałem się ciekawszej, bogatszej aranżacyjnie muzyki, na której można by było zawiesić ucho..... Niestety, moje wyobrażenia względem nowej porcji dźwięków z obozu Bloodfeast, i jakaś nadzieja z tym związana, starły się w proch i ulotniły się z pierwszym wiatrem. Przede wszystkim, materiał jest mniej chwytliwy, mniej melodyjny i za bardzo jednolity, za płaski... Jak dla mnie przynajmniej... Owszem, pojawiają się dwie ciekawe wstawki - jak intro do pierwszego numeru i przerywnik w połowie drugiego...jednak w zalewie napierającej do przodu a i czasem w przysłowiowe 'ciemno’ perkusji i gitary, jaśniejsze punkty promówki po prostu giną w tym natłoku. Na "Promo 02" postawiono na szybkość, nie na jakość i pomysłowość. Takie moje zdanie o tym. Brzmieniowo, na pewno ciut lepiej niż na "Crucified Again", lecz nie jest to jakaś kolosalna różnica. A w ostatnim kawałku "The Halter" brzmienie jest takie jakieś suche, i momentami coś hm...charczy w tym numerze. I nie mam zamiaru tutaj przypierdalać się o to, że komputer i tego typu sprawy, bo dzisiaj różne cuda można przecież zrobić...ale o ile pierwsze dwa tracki całkiem dobry sound mają, to na ich tle zamykający to promo utwór, wypada mizernie. No i uciekł gdzieś muzyce Bloodfeast ten bardzo miły dla uszu monumentalny posmak, który był dużym plusem poprzednika. Za mało się tu dzieje, za mało zmian tempa, za mało urozmaiceń. Zwykły, w 90% totalnie szybki death/black metal. I chyba pierwszy człon tejże krzyżówki gatunków, na "Promo '02" Bloodfeast przoduje. Również minusem jest wokal Damiana - za bardzo schowany i czasem monotonny. Niby dobrze się tego słucha i szybko (bo materiał krótki i można w kółko słuchac:)), ale po zespole, który nagrał bardzo dobre "Crucified Again" spodziewałem się przy okazji drugiej odsłony, przebicia poprzednika. W mojej opinii, nie udało się. Jestem trochę zawiedziony, bo to naprawdę solidny zespół, w którym jest spory potencjał twórczy. Szkoda, że go nie ujawnili w pełni, choć to może za dużo powiedziane...ale szkoda, że bardziej nie pokazali swoich pomysłów i umiejętności na tym materiale. Według mnie nowa muzyka Bloodfeast była robiona trochę w pośpiechu, takie jakieś odnoszę wrażenie. Tego promosa uważam, za krok w tył, ale i tak zajebiście prognozującego na przyszłość bandu. Liczę na trójkę lepszą od dwójki....

Tomash

7 Gates Mega-Sin #3/2002
promo '02

Minęło ponad 8 miesięcy od pierwszego promo Bloodfeast. Po kilkunastu bardzo dobrych recenzjach i wywiadach dla znanych periodyków w Polsce (nazw nie podam bo i tak wszyscy je znają i kochają :) oraz szumem w sieci przyszedł czas na ponowne tortury. Poprzeczka została zawieszona dość wysoko i byłem ciekaw czy zespół nie spali się, czy da radę ją przeskoczyć. No i się nie zawiodłem. Jest jeszcze brutalniej. Trochę inne (jakby cięższe) brzmienie okraszone ciekawymi patentami, sporo urozmaiceń tempa, słyszalne dwie różne gitary (w przypadku "Crucified again" miałem wrażenie, że obie grają to samo) i lepsza perkusja. Aż za dobra, jak na podziemny zespół (czyżby w dalszym ciągu automat?). Kolejna nowinka in plus to wokal. Nie wiem czy pan D. przeszedł przez ten okres mutację czy nie, ale teraz między ciężkim growlem śpiewa "normalnym" wokalem co dało piorunujący efekty. No tak - teraz czas na minusy. Tylko 3 utwory co nie w pełni zadowoli słuchacza, ale jest to tylko promo w wiadomych celach więc wybaczam. I druga sprawa - brakuje mi przestrzeni przy odsłuchu, brzmi to jak na mój gust za sucho, ale to juz chyba wina miejsca, w którym materiał został zarejestrowany. Ogólnie bardzo dobrze. Brawo panowie. Chyba już najwyższy czas na dużą płytę! Powodzenia.

 

Trash'em All nr 4/2002
(sierpień/wrzesień)

Dwóch młodych Opolan postanowiło dokonać czegoś, za co grozi im nie tyle ekskomunika co tendencyjny sąd Boży i wieczne potępienie. Wredny i bolesny jest materiał z "Crucified Again", pędząc oszalałym tempem po fałdach mózgowych. Oj, po kilku minutach ,wplątany w dźwięki z "Crucified Again" poczułem się jak rozjechany walcem. Wiecie co, stąd nie ma ucieczki! BLOODFEAST i tak was dopadnie i nakopie wam w tłuste dupska, jak haniebnie uczynił z moim siedzeniem. Ta niepozorna płytka to wulkan energii! O dziwo, nie drażni mnie automat perkusyjny, który Paweł sprytnie przemycił w wartkiej treści rzezi, jaką funduje BLOODFEAST. Można by pokusić się o zestawienie dwóch stylistyk, które w korycie owego wulkanu mieszają się ze sobą. Z jednej strony brutalny, jankeski death metal, z drugiej zaś małe, bo nie lekkie na pewno wpływy black metalu. Mieszanka w każdym bądź razie co najmniej wybuchowa. Może od tego wszystkiego odstaje numer flagowy "Bloodfeast" czy melodyjne solo w "Breathing The Dead Air", ale mam nadzieję, że nie są to wyznaczniki przyszłych dokonań BLOODFEAST. O wiele bardziej odpowiada mi tu numer tytułowy, czy poszarpany i obleczony jelitami "Controlled". Nie trzymać w temperaturze powyżej 50 stopni C, nie rozpylać nad ogniem, chronić przed dziećmi, nie dziurawić. W przeciwnym wypadku pierdolnie i zabije.

Darek Kempny

7 Gates Mega-Sin #1/2002

Tytuł ciekawy, podobnie jak i muzyka - ostry death z naleciałościami black metalu, dużo zmian tempa, sporo ciekawych wstawek i to co najważniejsze w tego typu gatunku - bezkompromisowa jazda. Słychać, że muzycy z BLOODFEAST nie od dziś trzymają w rękach swoje instrumenty. Wokal na tyle ciężki, że sam pan Benton by się go nie powstydził. 5 kawałków, prawie 30 minut niezłego grania, dobrze zgrane w jedną całość. I co ważne - słuchając tego materiału odnoszę wrażenie, że zespół gra to co lubi i lubi to co robi - warto - posłuchajcie, ja czekam na więcej.

Mystic Art Nr19

Podobno zaczynali jako zespół doommetalowy, pod wiele mówiącym szyldem DEEP SORROW, ale to było dawno i nieprawda. BLOODFEAST gra dzisiaj wściekle, a przy tym całkiem oryginalnie, łącząc różne szkoły deathmetalowego rzemiosła. Pojawiają się zarówno elementy surowego, żeby nie powiedzieć prymitywnego grania, jak i wycieczki w stronę metalowej nowoczesności - początek "Breathing the Dead Air" brzmi niemal jak FEAR FACTORY. Trochę światła w kompozycje wpuszczają melodyjne gitarowe zagrywki, ale prawdę mówiąc, nie wiem czy są potrzebne. Mnie na "Crucified Again", debiutanckim demo zespołu, przekonują najbardziej te fragmenty, gdzie do głosu dochodzi czysta, niczym nie tłumiona agresja. Szkoda tylko, że BLOODFEAST to duet (Damian Nowacki śpiewa, Paweł Wołczyk gra na wszystkim i programuje), bo na koncerty nie ma co liczyć. Ale po materiał zawsze można napisać.

Jarosław Szubrycht

Pagan Rec. 2/2002

Zespół BLOODFEAST swój początek miał gdzieś w pierwszej połowie lat 90, nazywał się wtedy trochę inaczej, z resztą to nieistotne. Istotne jest, że ich nowy nowy materiał "Cruciefied Again", nawet jeśli nie rzuca na kolana, to przynajmniej nieźle masakruje. Szczęka opadła jak usłyszałem otwierajacy demo, tytułowy kawałek. Piękna death/black metalowa rzeźnia, nie pozbawiona wprawdzie melodii, ale też nie popadającą w zbytnią ckliwość. Dalej jest też nieźle, ale jakoś brakuje mi w pozostałych kawałkach tego szalonego impetu. Jakby jeszcze tak perkusja była żywa, to mógłbym rozpłynąć się w zachwyt. Warto odnotować, że BLOODFEAST tworzy dwójka ludzi; Damian Nowacki wokale oraz odpowiedzialny ze całą resztę instrumentów - Paweł Wołczyk. Panowie, jedna rada - zmieńcie nazwę, bowiem wielu, tak jak ja ma ciągle w pamięci znakomity BLOODFEAST z genialnymi produkcjami "Face Fate" i "Kill For Pleasure"...

SATANAHIA
http://satanahia.black.art.pl

Gdzie nie przeczytam o Bloodfeast to zawsze pod ich adresem płyną pochwały, sam musiałem przekonać się czy to rzeczywiście taki dobry stuff. Włożyłem CDR do odtwarzacza, nacisnąłem "Play" i... jak nie jebnie we mnie ściana dźwięku, rzuciło mną o ścianę a, że ściana jest papierowo-gipsowa, więc znalazłem się w kuchni i tak już zostałem z nogami w swoim pokoju a głową w kuchni do końca trwania tego materiału. Pierwszy kawałek to dosłowny killer, choć i innym nic nie brakuje, tej ściany death/black metalu nic w stanie nie jest ruszyć, jak dla mnie "Crucified..." to No.1 w tym roku w Polsce. Miażdżący konglomerat brutalności, ciężkości i agresji takie właśnie określenie ciśnie się na usta. Bloodfeast ma takiego kopa, że można dolecieć na księżyc, każdy dźwięk to jak cios w głowę 100 kilowym młotem. Niecałe 20 minut zniszczenia, o którym mogą tylko pomarzyć tysiące innych kapel, ten materiał po prostu masakruje swoją siłą i potęgą, ma się wrażenie, że piekło zstąpiło na ziemię i nastał czas Chaosu. "Crucified..." na swój sposób jest monumentalny, nie ma tu klawiszowych pasaży a jednak patos bije z głośników. Kto by się spodziewał, że z gotycko-metalowego grania wyewoluuje taka ekstrema? W kompozycje wkradło się też odrobinę melodii, która stanowi miłe urozmaicenie a nie "zmiękcza" materiału. Bloodfeast może śmiało stawać w szranki z zagranicznymi kapelami, gdyby ktoś zechciał wydać płytę dla zespołu bez wątpienia było by głośno o nim nie tylko u nas, ale i na zachodzie. Na samą myśl o tym, co ten zespół może pokazać na następnym wydawnictwie czuje miłe skurcze zwieracza...

Tymothy

Independent
www.independent.pl/metal

"Crucified Again" to debiut Bloodfeast. Demo zawiera pięć utworów utrzymanych w stylistyce ekstremalnych odmian metalu. I dobrze się stało, bo gotyckiego plumkania prawdopodobnie bym nie zniósł. Materiał nagrywano dwuetapowo: pierwsze trzy kawałki zarejestrowano na przełomie października i listopada 2001 roku, pozostałe dwa natomiast - niecałe pół roku wcześniej. Nie jestem pewien, czy to kwestia ewolucji zespołu w ciągu owych kilku miesięcy dzielących obie sesje nagraniowe, ale dwa ostatnie numery są w mojej opinii nieco bardziej stonowane. Chociaż - z drugiej strony - niejeden deathmetalowy wyjadacz chciałby tak "stonowaną" muzykę z siebie wykrzesać. W "Breathing the Dead Air" pojawiają się nieco kosmiczne partie instrumentów klawiszowych, które - jakkolwiek same w sobie nie prezentują wielkiej wartości - to jednak dobrze urozmaicają materiał. "Controlled" wyróżnia się natomiast interesującą aranżacją i melodyką wolniejszych fragmentów. Pierwsze dwa utwory to z kolei naprawdę potężny wykop, olbrzymia dawka energii. Nie chodzi tu jednak o banalne napieprzanie przez trzy minuty, bo wyraźnie słychać, że położono nacisk także na aranżacje, by nie zatracić się w opętańczym czadzie. Tempa są skontrastowane, pobrzmiewają gdzieś w tle echa black metalu; głównie za sprawą skrzeczącego momentami wokalu. W trzecim na płytce kawałku zatytułowanym "Bloodfeast" po raz pierwszy dochodzą do głosu klawisze, dzięki czemu poza wykopem kreowany jest także w miarę sugestywny nastrój. Materiał jest jak na debiut solidnie wyprodukowany i przyozdobiony estetyczną szatą graficzną. Czego chcieć więcej? Solidna luta poparta dobrymi pomysłami, proszę państwa.